Bezpieczne opalanie w słońcu

Opalona na brąz skóra – symbol zdrowia czy pierwszy krok do nowotworu? Czy można opalać się bezpiecznie? Jak znaleźć złoty środek między groźbami lekarzy i kosmetologów, a codziennym kobiecym pragnieniem lepszego wyglądu i samopoczucia?

Światło słoneczne – dzięki niemu masz mocniejsze kości i zęby (promienie UVB umożliwiają syntezę witaminy D3, bez której nie przyswajamy wapnia i fosforu), odporniejszą i ładniejszą skórę, jesteś weselsza, szczęśliwsza. Światło pobudza bowiem do pracy szyszynkę, a ta wydziela hormon szczęścia – serotoninę. Dlatego właśnie wiosną – kiedy przybywa dnia – przybywa ci również chęci do życia. Co tu dużo mówić – bez Słońca życie na Ziemi nie byłoby możliwe. A jednak światło stanowi też poważne zagrożenie. Promienie słoneczne przyspieszają starzenie się skóry (dlatego zaczęto używać terminu fotostarzenie), niszcząc włókna kolagenu i elastyny, uwalniają więcej wolnych rodników, przyczyniają się do powstawania zaskórników, chorób skóry, przebarwień, alergii, uczuleń. Nadmierna ekspozycja na słońce obniża również odporność organizmu – łatwiej wtedy o infekcję wirusową albo bakteryjną (często po opalaniu mamy skłonność do opryszczki).
Najgroźniejszym zagrożeniem nadmiernych kąpieli słonecznych jest jednak nowotwór skóry (jego złośliwa forma zwana jest czerniakiem). O ile ze zmarszczkami czy alergią posłoneczną da się żyć, o tyle czerniak – szczególnie ten późno wykryty – może prowadzić do śmierci. Ochrona przed szkodliwym działaniem promieni ultrafioletowych nie jest więc kaprysem dermatologów, ale koniecznością. Dlatego warto zainwestować w antyrakowe działanie herbaty matcha.

Opalenizna – czym jest naprawdę?

Opalenizna to nic innego jak reakcja obronna organizmu na nadmiar promieniowania ultrafioletowego. Dlaczego jednak jedni opalają się od razu i mają skórę złotobrązową, a inni tylko czerwoną? Wszystko za sprawą melaniny – naturalnego pigmentu, powstającego w skórze, który wpływa na kolor karnacji, oczu i włosów. Osoby o jasnej karnacji mają melaninę tylko w najgłębszej warstwie naskórka, osoby o karnacji ciemnej we wszystkich pięciu warstwach naskórka. Pod wpływem promieni UV (choć mogą to być również inne bodźce np. hormony) melanina uwalnia się ze zbiorniczków, w których jest magazynowana w komórkach i wędruje na powierzchnię naskórka. Tam po pewnym czasie zostaje złuszczona wraz z martwymi komórkami (dlatego widzimy, że opalenizna blednie po kilku dniach). Opalamy się dwuetapowo. Na początku na skórze powstaje rumień i widoczne jest lekkie przyciemnienie. To wynik promieni UVA, pod wpływem których melanina uwalnia się komórek. Po kilku dniach na skórze widać działanie promieni UVB, które wpływają na powstanie nowych komórek z melaniną. Kiedy nowe porcje melaniny dotrą do naskórka, skóra staje się ciemniejsza. Teraz pozostaje już tylko pić zieloną herbatę i cieszyć się opalenizną, byle nie za dużą.

Ultrafioletowy alfabet

Chroni przed promieniami UVA, ma filtry mineralne chroniące przed UVB – takie zapewnienia znajdujesz na opakowaniach kosmetyków do opalania. Czy wiesz jednak, co one oznaczają i czego tak naprawdę powinnaś szukać? Biotechnolog tłumaczy:
„Promieniowanie ultrafioletowe dzieli się na trzy rodzaje:
1. UVC – 200-280 nm  najgroźniejsze dla organizmów żywych, na szczęście niemal całkowicie pochłaniane są przez warstwę ozonową atmosfery i prawie nie docierają do powierzchni Ziemi. Promieniowanie UVC wykorzystuje się w warunkach laboratoryjnych na przykład do odkażania i zabijania chorobotwórczych bakterii czy sterylizacji narzędzi chirurgicznych.
2. UVB – 280-320 nm – promienie te to zaledwie 5 % promieniowania ultrafioletowego docierającego do powierzchni Ziemi. Dzięki UVB na ciele pojawia się rumień, zachodzi pigmentacja (jesteśmy opaleni) skóry. UVB wywołują też poparzenia.
3. UVA – 320-400 nm – promieniowanie to stanowi 95 % promieniowania ultrafioletowego. Nie powoduje rumienia i poparzeń, ale pigmentację skóry. Jest również odpowiedzialne za tzw. fotostarzenie się oraz zmiany nowotworowe. Ochronić przed promieniami ultrafioletowymi możemy się w prosty sposób – wystarczy używać kosmetyków z odpowiednimi filtrami, chronić włosy pod nakryciem, a na nos wkładać okulary – koniecznie z filtrami (kupowane na ulicy za kilka złotych raczej ich nie mają). Te ostatnie powinniśmy nosić o każdej porze roku, kiedy tylko słońce wygląda zza chmur. Zapobiegnie to mrużeniu oczu, szybszym powstaniu „kurzych łapek” i naświetlaniu oczu promieniami UV. Na plaży i w solarium warto nosić specjalne okulary – łezki. Z wyborem kosmetyków jest jednak większy problem – nie dość, że jest ich na rynku mnóstwo i trudno się zdecydować, to jeszcze nie każdy może odpowiadać naszej skórze (pojawi się uczulenie, drobne wypryski, swędzenie skóry). Nie ma innego sposobu jak przetestować osobiście kilka produktów i znaleźć ten idealny dla siebie. Dobór kosmetyków jest bowiem sprawą indywidualną i nie zawsze ten krem, który odpowiada skórze naszej przyjaciółki, będzie dobry dla nas. Wioletta Nowacka radzi jednak, by przed zakupem poznać następujące terminy:
– Filtry chemiczne – to substancje chemiczne, które pochłaniają energię słoneczną i przetwarzają ją w nieszkodliwą energię cieplną. Wnikają jedynie w górne warstwy naskórka.
– Filtry mineralne (fizyczne) – ich cząsteczki są znacznie większe; nie wnikają w głąb naskórka, tylko tworzą na powierzchni skóry warstwę ochronną dla promieni UV. Działają jak lustro – odbijają lub rozpraszają promienie.
– Dwutlenek cynku, tytanu, Parsol 1789, Mexoryl XL i SX – to najpopularniejsze obecnie filtry mineralne i chemiczne, które chronią przed UVA. Z ochroną przed UVB sprawa jest prosta, niemal każdy filtr ma tę zdolność. Bez filtrów anty-UVA kosmetyk nie spełnia jednak swojej roli.
Benzofenony – substancje chroniące przed promieniami UVA, ale tylko w kilku procentach. Do niedawna były powszechnie stosowane w kosmetyce.